W dobie tanich lotów, gdy cena jest głównym wyznacznikiem motywującym do zakupu biletu, z reguły nie zwraca się uwagi na takie rzeczy jak większy bagaż, jedzenie na pokładzie, a już najrzadziej, to na jakim terminalu przyjdzie nam czekać na kolejny lot.
Od kilku lat, kiedy tanie linie zrewolucjonizowały europejskiej przewozy, zmieniły strategię z otwierania wielu połączeń z wielu lotnisk w nieskończenie wielu kierunkach. I coraz częściej zmuszają nas do przesiadania się w kilku portach, które są ich hubami, np. Milan Bergamo czy Oslo Thorp.
Załoga Turigo ostatnio dużo podróżowała i po kilku nieprzyjemnych, a kilku bardzo fajnych doświadczeniach sprecyzowaliśmy, co musi charakteryzować dobry terminal. Historię opowiemy w kilku aktach:
Akt 1: Mińsk
Lot z Warszawy trwa niespełna godzinę i na to lotnisko trafiamy przypadkiem. W ostatniej chwili rezerwujemy loty do Gruzji. Wybieramy oczywiście najtańszą opcję - lot Belavią. Jesteśmy spóźnieni w Warszawie i nie udaje nam się na czas wypłacić rubli białoruskich, by umilić sobie sześciogodzinną przesiadkę kawą czy jakimś obiadem. Ale…
Bankomatu - brak (czyli nie wypłacimy niczego)
Kantoru - brak (czyli nie wymienimy złotówek na lokalną walutę)
W knajpkach, tfu, jednej kawiarence - kartą płacić nie można.
Liczba lotów w Mińsku to chyba jeden na 6 godzin, więc po co utrzymywać takie luksusy. Na tym lotnisku nie ma absolutnie niczego. Co więcej w oczekiwaniu na kolejny lot wyłączono nawet światło i ogrzewanie. Uwaga - znaleźliśmy obejście systemu - po 5 godzinach otworzył się jeden sklep bezcłowy i udało nam się za pomocą karty kupić Sprite i wielką paczkę Toblerone. (Piszemy o strefie tranzytowej, w “normalnej” sekcji nie byliśmy - a szkoda, bo choć na lotnisku miał być Internet, to zdrapki kupuje się… no właśnie, nie w tranzycie :)
Akt 2: Wilno
Ponownie zaczynamy od potrzeb żołądkowych. Niestety na lotnisku jest tylko jeden bar Heinekena, w którym serwują chyba tylko trzy dania z karty, po to by zapić smutek piwem. Burczenie w brzuchu zagłuszamy surfując w sieci na darmowym WiFi.
Akt 3: Paris Beauvois
Paryż… taaa… to lotnisko w Polsce nazywałoby się Warszawa-Siedlce. I niestety to jeden z głównych punktów przesiadkowych Ryanaira. Bankomaty są, knajpki są, Internetu brak, nawet wersji zabójczo drogiej, którą serwuje większość lotnisk europejskich.
Akt 4: Heathrow
Odkąd lotnisko zmieniło właściciela między północą a szóstą rano jest martwe. Przykra sprawa jeśli ktoś planuje nocną kolację albo chociaż zakup ciepłej herbaty. Internet co prawda jest i “potaniał” do 10 funtów za 24 godziny. Terminal 5 jest najnowszy i oferuje chociaż kilka wygodnych kanap.
Akt 5: Milan Bergamo
Najpierw turyści się wycwanili i przesuwając fotele “montowali” łóżka, a potem pracownicy się zrewanżowali i poprzykręcali wszystko na stałe do podłogi. Choć jakimś cudem udało nam się znaleźć jeden komplet, o którym chyba zapomnieli. To na tym lotnisku sen możliwy jest albo na podłodze albo w pozycji a la PKP - czyli siedzącej.
To tylko część naszych historii, ale zbierając wszystko w całość stworzyliśmy trzy pakiety, jakie powinny oferować lotniska:
Pakiet Podstawowy
- Bankomat oraz kantor
- Automat z napojami i kawą czynny 24h
- Ogrzewanie
Pakiet Komfort
- Fotele, kanapy umożliwiające sen w pozycji półleżącej
- Internet darmowy albo bardzo tani
- Restauracja (choćby jedna) czynna 24h
Pakiet Deluxe
- Darmowy Internet
- Duża liczba foteli do spania
- Kilka knajpek czynnych całą dobę
- Łatwy dojazd do centrum miasta
Naprawdę zwracajcie uwagę i sprawdzajcie strony lotnisk przed rezerwacją biletu. Nawet jeśli macie kilka godzin na przesiadkę, to lot może się opóźnić albo zostać odwołany, a wtedy te kilka euro wydane na bilet zaczyna bardziej boleć niż radować.